Jej zgroza wydała mu się tak absurdalna, że aż się roze¬śmiał, choć jeszcze wszystko się w nim gotowało.

na stoliku, tuż obok otwartej puszki z farbą.

Kochani moi!
- W takim razie musisz zostać w zamku – zauważył z satysfakcją.
- I dlatego przerzucasz na mnie taką odpowiedzialność? Przyjechałam zajmować się Henrym, a nie jakimś zakichanym zamkiem w jakimś zakichanym królestwie!
poufności między prawnikiem a klientem i uświadomiono, co będzie to oznaczało dla jego kariery. Beck zeznawał mimo to. Po wyłączeniu z przesłuchań, Sayre nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Nie chciała wracać do domu, który dawno przestał być jej domem, ani do ponurego motelu, instynktownie pojechała do Becka i tam czekała na niego. Po powrocie Beck usiadł na huśtawce i podrapał uradowanego Frita za uszami. - Wszyscy powinniśmy mieć takie życie ja on. Każdy dzień jest nowym dniem. Cokolwiek zdarzyło się wczoraj, zostaje zapomniane. Frito nie martwi się o to, co będzie jutro. - Co będzie jutro? - Huff zostanie postawiony w stan oskarżenia, prawdopodobnie będziemy musieli zeznawać jako świadkowie oskarżenia w jego sprawie. - Tyle się domyśliłam. - Chyba że przyzna się do winy. - Sądzisz, że to zrobi? - Nie zdziwiłoby mnie to. Powiedział policji, gdzie mogą znaleźć szczątki Iversona. Rudy Harper przyznał się do udziału w sprawie. Też będzie musiał odpowiedzieć przed sądem za swoje czyny. Jeśli pożyje wystarczająco długo. - Beck pochylił się do przodu i oparł łokcie o kolana, zmęczonym gestem pocierając palcami oczy. - Huff jest kompletnie załamany Sayre. Zanim wyszedłem z komendy, zajrzałem do celi, żeby sprawdzić, co z nim. - Jak zareagował na twój widok? - W ogóle mnie nie zauważył. Leżał na pryczy w pozycji embrionalnej, płacząc jak dziecko. Huff Hoyle zredukowany do czegoś takiego - mruknął cicho, ze smutkiem. - Myślę, że wybaczyłby Chrisowi wszystko, z wyjątkiem zabicia własnego brata. Gdyby Chris zastrzelił prezydenta, Huff kryłby go i chronił do ostatniego tchu, ale zabić własnego brata? Huff nie mógł na to pozwolić. Nie mieściło mu się to w głowie. Naruszało to jego definicję rodziny. - Zastanawiam się, skąd mu się to wzięło. Wychowywał się bez najbliższych. Nigdy nie wspominał o swoich rodzicach, poza tym, że oboje umarli, kiedy był jeszcze mały. Beck zamyślił się na kilka chwil. - Niedawno, pewnego wieczoru, siedzieliśmy z Huffem we dwóch. Chrisa akurat nie było w domu. Wypiliśmy wtedy sporo burbona i Huff zaczął mamrotać coś po pijaku. Mówił wtedy coś o dniu, kiedy umarł jego tata. Nie nazywał go ojcem, tylko tatusiem. Powiedział: „Te skurwysyny przekręciły jego nazwisko". - Kto? - Nie wdawał się w szczegóły. To wszystko, co powiedział. Mogła to być nic nieznacząca wypowiedź. Albo bardzo istotna. Sayre spojrzała na trawnik opodal domu i westchnęła. - Kiedy pomyślę, ile go kosztowało pociągnięcie za spust... próbował zniszczyć to, co kochał najbardziej. - Chris był również jego ostatnią nadzieją na posiadanie wnuka, który przekazałby następnym pokoleniom jego nazwisko. Zniszczył szansę na przedłużenie swojej linii genealogicznej, ale nie żałuj go, Sayre. To on wychował Chrisa na takiego, a nie innego człowieka. - Poza tym, zabił moje dziecko. Zapewne nie uważał go za jednego z Hoyle'ów. Beck chwycił jej dłoń i lekko uścisnął, - Jesteś głodny? - spytała. Weszli do środka. W drodze tutaj Sayre kupiła smażonego kurczaka. Razem zaczęli wykładać jedzenie na talerze i układać sztućce, niemal potykając się o Frita, który dreptał im po piętach,

Jak łatwo byłoby rozchylić usta, otoczyć rękami muskularne barki, poszukać pociechy i zapomnienia, zatopić się w jego bliskości, w jego ciele, którego dotyk zdradzał wyraźnie, że Mark odczuwa to samo, co ona...
Później Badacz Łańcuchów oprowadził jeszcze Małego Księcia po swojej planecie i wyjaśnił dokładnie, na czym
- Aż trudno uwierzyć. Czyżby poszli już spać? - zdzi¬wił się, przeszukując kolejne pomieszczenia. - Może tu fa¬ktycznie wszyscy kładą się o dziesiątej, a ja wcześniej tego nie zauważyłem?
oczy.
- Mark, ja nie...
- Jutro wyjaśnimy twojej cioci, że to głupi pomysł -powiedział do Henry'ego, podając mu biszkopcik. - Mogę cię czasem zabierać do siebie w weekendy, to wszystko.
Nie oglądając się, wbiegł na górę po swoje rzeczy, prze¬skakując po dwa stopnie naraz.
- Henry ma zostać wychowany na następcę tronu. Nie mogę pozwolić...
dzin, i popisuje się chyba najdłuższą limuzyną na konty¬nencie. Tacy ludzie są jak wampiry wysysające z Broitenburga życiodajną krew. Muszę z tym skończyć!

Olly – rzekł Theo.

-A co mogę zrobić?
Laura wzrusza ramionami, udając, że jej jest wszystko jedno, ale żeby wzmóc w małej zapał, staje w czwartej pozycji baletowej - ze stopami ustawionymi równolegle prawa przed lewą, tak że palce jednej są w jednej linii z piętą drugiej - prawą rękę unosi tak, by tworzyła nad głową łuk, lewą odwodzi w bok i wykonuje tour pique en dehors.
– Ach tak, pamiętam. – Zebrała ostatnie kartki i ze skruszoną miną
a nie żeby je przerywać.
był przywilej szefów, oznaka ich statusu.
Kate bez przekonania pokiwała głową. Była pewna, że widziała już
dziurę w jego koszuli. Nie po raz pierwszy dziś go
na fotel po drugiej stronie biurka. - Jeśli wolno spytać,
będzie dobrze. Zobaczysz.
– Poza tym zawsze chciałam mieszkać gdzieś, gdzie jest cieplej. Słyszałam
Poruszyła ustami, próbując złapać oddech, i cofnęła się w panice.
po tym, co dla mnie zrobiłeś?
– Dziękuję, że mi powiedziałeś. Wobec tego przyniosę mleko, a
zmęczenie i smutek.

©2019 www.grano.do-zapach.limanowa.pl - Split Template by One Page Love